niedziela, 2 lutego 2014

INFO

Znowu Was zawiodłam, wiem.. Rozdziału nie ma od 13 stycznia a ja nawet nie wiem jak się usprawiedliwić.. 
Zmarł mój dziadek. Osoba mi bardzo bliska i jakoś nie bardzo sobie z tym radzę.. nie umiem usiąść do rozdziału i po prostu jak zawsze go napisać.. Przepraszam Was, ale jak tak dalej pójdzie to ten blog pociągnie do 15 rozdziałów z epilogiem i go zakończę.. nie chcę Was ciągle zawodzić..

Nowa notka będzie wstawiona w tym tygodniu. Postaram się żeby była długa żeby jakoś Was wynagrodzić za ten długi czas.. 

Jeszcze raz przepraszam .. 

poniedziałek, 13 stycznia 2014

[07]

Okey. Oficjalnie: TO BYŁO DZIWNE. Po imprezie obudziłam się w swoim pokoju i od razu zaczęłam myśleć o tym, co się stało. Jakim cudem byliśmy na tej samej imprezie? I jakim cudem ja mogłam z nim tańczyć? Był pijany. Po raz pierwszy widziałam go w takim stanie i nie zdziwiłabym się, gdyby nawet nie pamiętał poprzedniego wieczoru. Jednak najdziwniejsze było to, co czułam, gdy z nim tańczyłam. Było mi.. dobrze. I to najbardziej mnie przerażało. Przyjaciel rodziców, który był starszy o 20 lat mnie.. pociągał? NIE! Nie ma mowy. Nie ma szans. Musiałam sobie coś ubzdurać. W głowie huczało mi od myśli. Szybko poszłam pod prysznic, żeby się orzeźwić, jednak cały czas o tym myślałam. O tym i o rozmowie z Mattem..

Było już późno. Właściwie to już powinniśmy się zbierać. Ale ludzie nadal się bawili, a i impreza trwała w najlepsze. Matt wyciągnął mnie na środek, choć byłam już kompletnie zmęczona i nie do życia. Mimowolnie znów spojrzałam w kierunku stolika, przy którym Louis siedział ze znajomymi. Po raz nie wiem który tego wieczoru. Poszliśmy na parkiet i zaczęliśmy ruszać się do rytmu piosenki "Animals". 
-Destiny, możesz mi powiedzieć, co ty do jasnej cholery wyprawiasz?
-Ale o co ci chodzi? - udałam głupią.
-Nie wydurniaj się. Co ty najlepszego robisz? Przecież ten koleś ma ponad 30 lat, a ty bez niczego pozwoliłaś się wyciągnąć na środek i jeszcze do tego pozwoliłaś mu się objąć tymi łapskami! I jeszcze teraz cały czas gapisz w jego kierunku.. co tu jest grane? 
-To.. znajomy.. - speszyłam się.
-Znajomy? Des, jaki stary znajomy się tak zachowuje? On wyglądał, jakby chciał cię zaraz pocałować i się z tobą pieprzyć!
-Matt, cholera, ogarnij się! To, co mówisz jest po prostu ohydne!
-Ale właśnie tak to wyglądało! 
-Wiesz co? Ten gość to Louis Tomlinson. To przyjaciel mojego ojca, z którym razem śpiewali w zespole jeszcze dość niedawno. To celebryta. Przyjaciel rodziny. Bardzo bliski znajomy moich rodziców. A ty gadasz na niego takie rzeczy! Okey, jest pijany. Każdy się czasem upije, nie sądzisz? Nic by mi nie zrobił. Wie doskonale, kim jestem. Więc przestań chrzanić.
Po tych słowach po prostu od niego odeszłam i wróciłam do stolika. Byłam wkurzona, jak jeszcze nigdy. Okey, Lou się upił i mogło to wyglądać dość dziwnie. Ale nie miał prawa oceniać MNIE. Przecież doskonale wiedziałam, co robię. Chyba.. to znaczy.. tak, wiedziałam. Usiadłam obok Jasmine, a gdy Matt wrócił, wzięłam torebkę i poszłam do łazienki. Chciałam po prostu wrócić do domu. Jak najszybciej.

Potrząsnęłam głową, żeby odgonić wspomnienie i poszłam do garderoby, gdzie wybrałam jakiś zestaw i ubrałam się w niego. Telefon schowałam do kieszeni, nawet na niego nie patrząc. Choć wiedziałam, że Matt pewnie zasypał mnie telefonami. Nie dbałam o to. Póki co nie chciałam z nim rozmawiać. Nie po tym, co powiedział. Zeszłam na dół i jak zwykle poszłam do kuchni. Zastałam tam mamę, rozmawiającą przez telefon. Cmoknęłam ją w policzek i zajrzałam do lodówki, żeby przygotować sobie coś do jedzenia. Wybór padł na kanapki, więc zajęłam się ich przygotowywaniem. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi, więc mama poszła otworzyć. Z czystej ciekawości wyjrzałam zza drzwi i zobaczyłam jakiegoś mężczyznę. Mama stała jakby właśnie zobaczyła ducha. O co mogło chodzić?

~Rose~

Gdy usłyszałam dzwonek do drzwi, nieświadoma niczego zwyczajnie poszłam otworzyć. Jednak gdy tylko nacisnęłam klamkę i zobaczyłam, kto tam stał, myślałam, że zemdleję. Patrzyłam na niego jak na ducha, na zjawę, w kompletnym zdziwieniu i szoku. Coś zakuło mnie w sercu, gdy widziałam jego niepewny uśmiech. 
Nate.
Co on do cholery tu robił? Nie widzieliśmy się i nie mieliśmy kontaktu przez 16 lat. Ostatni raz widziałam go w dniu, gdy byliśmy jeszcze razem, gdy mieliśmy razem wylecieć do Stanów i zacząć nowe życie, z dala od przeszłości. Od chwili, gdy postanowiłam zostać w Londynie i wrócić do Harrego, nawet nie próbowałam się z nim kontaktować. A teraz, jak gdyby nigdy nic stał w drzwiach mojego domu. 
-Cześć Rose.. - powiedział w końcu niepewnie. 
Nie odpowiedziałam. Nie wiedziałam, co zrobić. Tak po prostu go wpuścić? A potem co? W głowie miałam kompletny mętlik.
-Mamo, wszystko okey? - usłyszałam za sobą głos Destiny.
Odwróciłam się i zobaczyłam ją stojącą w drzwiach kuchni z pomidorem w ręce. Musiałam się ogarnąć i nie dać po sobie niczego poznać.
-Tak kochanie, wszystko gra - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się.
-Okey - wzruszyła ramionami i wróciła do kuchni, a mój wzrok z powrotem przeniósł się na moją byłą miłość. 
Bez słowa odsunęłam się i pozwoliłam mu wejść do środka. Destiny poszła do swojego pokoju, więc spokojnie mogliśmy usiąść w salonie. Mimo tak długiego czasu, rozpoznałam go od razu. Nic się nie zmienił. Wciąż był taki sam, zupełnie, jakby czas nie miał na niego wpływu. Usiadłam na fotelu, a on na kanapie. W głowie huczało mi od myśli. Dobrze, że Harry był poza domem. 
-Cóż, nie takiego powitania się spodziewałem - powiedział z uśmiechem.
-A jakiego? Że rzucę ci się na szyję i będę szczęśliwa, że cię widzę? - odezwałam się w końcu - Życie to nie bajka, Nate. Co ty tu robisz?
-Przyleciałem na parę miesięcy do Londynu, na stare śmieci. Mój ojciec jest chory, muszę mu pomóc. I.. chciałem cię zobaczyć, chociaż raz..
-Przykro mi z powodu taty. Ale nie rozumiem, po co chciałeś mnie zobaczyć po 16 latach nie dawania znaku życia. Zwłaszcza, że to ja cię zostawiłam. Myślałam, że mnie nienawidzisz..
-Tak było.. nienawidziłem cię za to, że mówiłaś, że mnie kochasz, ale i tak zostałaś z nim.. za to, że mówiłaś, że on nic nie znaczy, że jesteś ze mną, a potem.. potem po prostu bez zawahania wybrałaś jego. Zawsze był tylko on. I za to cię nienawidziłem, ale.. coś do mnie dotarło. Dotarło do mnie, że tęsknię za twoim głosem, śmiechem, obecnością.. Po prostu musiałem chociaż raz cię zobaczyć. Chciałem mieć pewność, że jesteś szczęśliwa, że wszystko z tobą w porządku.. 
-Jak widzisz, wszystko gra.. - czułam w gardle wielką gulę - jestem szczęśliwą żoną i matką, niczego w życiu mi nie brakuje. Wszystko się ułożyło, Nate. To, co było między nami, już dawno jest skończone. Nie wiem nawet, czy to cokolwiek znaczyło. 
-Znaczyło - powiedział twardo - dla mnie znaczyło. Chcę tylko, żebyś wiedziała, że.. że nadal jesteś dla mnie bardzo ważna. W ciągu tych 16 lat nie było dnia, żebym o tobie nie myślał, żebym nie wspominał. Okey, zrobiłem wielką karierę, spełniłem marzenia. Nie wiem, czy znasz chociaż jedną z moich piosenek..
-Przykro mi, Nate.. ale po twoim wyjeździe chciałam po prostu zapomnieć. 
-Jedna z nich jest o tobie.. - powiedział cicho - nosi tytuł "Tak samo". 
-Nate... po co mi to wszystko mówisz? Dlaczego po tylu latach wszystko mi zakłócasz? Jestem z Harrym i kocham go ponad życie. Mamy córkę, swoje życie.. Dlaczego przyleciałeś akurat teraz, a nie nawet 10 lat temu? Może wtedy byłoby dla ciebie miejsce w moim życiu, ale teraz... teraz go nie ma..
Widziałam, że sprawiam mu niesamowity ból. Mi też nie było łatwo, bo wszystkie wspomnienia stanęły mi przed oczami. Wszystko wróciło. Czułam, że za chwilę mogę zacząć płakać. Chciałam, żeby po prostu sobie poszedł. Nie mogłam na niego patrzeć, nie teraz. To było zbyt trudne. 
-Chciałbym, żebyśmy znów mogli być przyjaciółmi, Rose.. niczego więcej nie oczekuję, przysięgam. Chcę, by było jak dawniej, przed tym naszym związkiem. Zacznijmy wszystko od nowa. 
-Nie wiesz, o co prosisz...
-Wiem, że to dla ciebie trudne. Dlatego dam ci czas na zastanowienie. Jeżeli będziesz chciała coś mi powiedzieć.. jeżeli podejmiesz decyzję, po prostu do mnie zadzwoń. Proszę..
Spojrzałam na wizytówkę, którą wyciągnął w moim kierunku. Niepewnie wzięłam ją do ręki i patrzyłam, jak wychodzi. Dopiero, gdy drzwi się za nim zamknęły, odetchnęłam z ulgą. Nie byłam przygotowana na coś takiego. Odłożyłam małą, białą karteczkę na ławę w salonie i zwyczajnie wróciłam do kuchni. Przez cały dzień nie miałam nastroju. Dobrze, że Destiny gdzieś wyszła a żadni goście się nie zapowiadali. Co prawda powinnam jechać do studia, bo miałam kilka ważnych projektów, ale zadzwoniłam do Anne, że zwyczajnie mnie nie będzie. Też zasługiwałam na chociaż jeden dzień ulgi. Harry był dzisiaj umówiony z Liamem i Niallem na ryby, więc miałam cały dom tylko dla siebie. Ułożyłam się wygodnie w sypialni i zaczęłam wspominać. Nie wiem, co mnie nagle nabrało. Czasami zwyczajnie tego potrzebowałam. Spojrzałam na zdjęcie stojące na stoliku nocnym. Przedstawiało mnie, Harrego i Destiny zaraz po jej narodzeniu. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Jak ten czas szybko leci...

Myślałam, że to sen. Bo przecież nie mogła być to prawda. To musiała być zwykła pomyłka, jakiś żart. To się nie mogło zdarzyć, nie teraz! Myślałam, że zaraz oszaleję. Miałam ochotę wyrwać sobie wszystkie włosy z głowy. Trzymałam w ręce test ciążowy. Z wynikiem pozytywnym. Ale to nie mogła być prawda! Przecież nie mogłam być w ciąży! Uważaliśmy, nic miało się nie wydarzyć.. Jak widać emocje za bardzo nas poniosły. Miałam 19 lat. Nie mogłam zostać matką. Nie w chwili szczytu kariery Harrego. Przecież to wszystko by mu zniszczyło.. Nie mogłam mu powiedzieć. Musiałam być pewna na 100%. Szybko zadzwoniłam do mamy, bo była pierwszą osobą, która przyszła mi na myśl. Umówiła mnie do ginekologa, choć sama też była w szoku. Zbiegłam na dół i chciałam po prostu wyjść z domu, ale natknęłam się na Zayna. Szlag. 
-A ty dokąd? - spytał z uśmiechem, jak gdyby nigdy nic.
-Zayn, spieszę się.. - odpowiedziałam zdenerwowana - porozmawiamy jak wrócę, okey?
-Wszystko w porządku? - spojrzał na mnie podejrzliwie.
-Tak, jest okey, po prostu się spieszę..
-Rose, nigdy nie umiałaś kłamać. Widać po tobie, że jesteś cała w nerwach i trzęsą ci się ręce. Co się stało?
-Zayn, proszę.. po prostu pozwól mi wyjść..
-Powiedz chociaż dokąd idziesz.
-Do lekarza - odpowiedziałam, zanim zdążyłam ugryźć się w język. 
Zayn popatrzył na mnie kompletnie zbity z tropu i troską w oczach. Bez słowa wyszedł z domu i stanął przy swoim samochodzie. Spojrzałam na niego nic nie rozumiejąc.
-Wsiadaj - powiedział twardo - nigdzie cię samej nie puszczę, a z racji tego, że Hazzy nie ma w domu, to spełnię jego obowiązek. Do wozu, Rose.
-Zayn, ale..
-Nic nie mów - przerwał mi - po prostu wsiadaj.
Przygryzłam dolną wargę i zastanawiałam się przez chwilę. Wiedziałam, że nie da mi spokoju. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię i spalić się ze wstydu. Przecież nie mogłam mu powiedzieć do jakiego lekarza jadę. Świdrował mnie spojrzeniem i czekał przy otwartych drzwiach pasażera. W końcu dałam za wygraną i bez słowa wsiadłam do wozu. Zayn zasiadł za kierownicą i włączył silnik. Nie ruszyliśmy się jednak z miejsca. Czułam na sobie jego wzrok.
-Coś nie tak? - odezwałam się.
-Zanim gdziekolwiek pojadę, muszę wiedzieć, dokąd mam jechać. Więc...?
Spuściłam głowę. Nienawidziłam takich sytuacji.
-Rose? - w jego głosie słychać było zdenerwowanie.
-Klinika Ginekologiczna.. - odpowiedziałam cicho, nawet na niego nie patrząc.
W samochodzie zapadła kompletna cisza. Nie chciałam widzieć jego miny, a on nie odezwał się ani słowem. Po prostu ruszył. I przez całą drogę trwaliśmy w milczeniu. Denerwowałam się coraz bardziej. Nie mogłam być w ciąży. Nie teraz. Nie w ten sposób. 
W końcu dotarliśmy na miejsce. Wysiadłam z samochodu i ruszyłam ku wejściu, gdy Zayn złapał mnie za ramię i odwrócił w swoim kierunku. Na jego twarzy malował się spokój.
-Cokolwiek się stanie, pamiętaj, że jestem z tobą. I Harry na pewno też będzie.
Skinęłam tylko głową i weszłam do środka. Zayn został w samochodzie. Nie chciałam, żeby ktokolwiek wchodził tam ze mną. Na poczekalni siedziałam tylko 10 minut i lekarka wezwała mnie do gabinetu. Bałam się jak nigdy. Cała się trzęsłam.
-To twój pierwszy raz? - spytała z uśmiechem.
-Tak.. i chcę mieć to już z głowy..
Wyglądała na bardzo miłą kobietę w średnim wieku. Zaczęła badanie, a ja zacisnęłam pięści modląc się, żeby powiedziała, że pomyłka. Ale moje nadzieje szybko się rozwiały.
-No, no! Jest czego pogratulować, to już 3 tydzień!
-Jestem... w ciąży? - spytałam przerażona.
-Tak, jest pani w ciąży. To piękne. Rozwija pani w sobie nowe życie. A każde nowe życie to cud, którym trzeba się cieszyć. 
Z gabinetu wyszłam ze łzami w oczach, trzymając się za brzuch. Byłam w ciąży. To naprawdę się stało. Wyszłam z budynku i wpadłam na Zayna, który stał zaraz przy drzwiach. Wystarczyło jego spojrzenie i już wiedział. Przytulił mnie a ja zwyczajnie się rozpłakałam. Musiałam powiedzieć Harremu. A niczego tak się nie bałam, jak tej rozmowy. 
Dojechaliśmy do domu. Podziękowałam Zaynowi za wszystko i po prostu poszłam do siebie. Musiałam przygotować się na najtrudniejszą rozmowę mojego życia. Harry wrócił 3 godziny później. I wiedziałam, że nie mogę przed nim tego ukrywać. Wiedziałam, że przyjdzie do mojego pokoju. Zawsze to robił. I tak było. Sekundę później już był w środku. Roześmiany, jak zwykle pełen życia. Wyraz jego twarzy zmienił się w jednej chwili, gdy zobaczył moją minę. 
-Harry.. musimy pogadać.. - powiedziałam słabo i usiadłam na łóżku. 
Usiadł obok mnie, położył mi rękę na kolanie i popatrzył na mnie wyczekująco.
-Coś nie tak, kochanie? 
-Kochasz mnie? 
-Oczywiście, że tak! Wiesz o tym! - odpowiedział zaskoczony.
-I nigdy mnie nie zostawisz? 
-Przenigdy. 
-Nawet jak ci powiem... że jestem.. w ciąży? - słowa ciężko przechodziły mi przez gardło.
W tym momencie ścięło go kompletnie. Był zszokowany. Jak chyba nigdy.
-Że.. co..?
-Będziesz ojcem, Harry.. jestem w ciąży.. trzeci tydzień..
Myślałam, że w tym momencie zacznie się wściekać, przeklinać.. ale nie. On zrobił coś zupełnie innego. Zwyczajnie się na mnie rzucił. Położył mnie na łóżku, zaczął całować i zachowywać się jak wariat. W tym momencie to mnie zaskoczył.
-Co ty wyprawiasz?! - spytałam ze śmiechem.
-Będę ojcem! Będę ojcem twojego pierwszego dziecka! Naszego małego brzdąca! 
Powtarzał między pocałunkami. Cieszył się. Miał roześmiane oczy, nie mógł przestać się uśmiechać. W pewnym momencie zwyczajnie wziął mnie na ręce i zbiegł na dół prosto do salonu, gdzie siedzieli wszyscy. 
-Będę ojcem! - krzyczał - Będę tatuśkiem! 
Wszyscy jak na komendę wstali, zaczęli nam gratulować, świętować. Harry postawił mnie na ziemi i czule pocałował.
-Jesteś miłością mojego życia - powiedział mi prosto w oczy - i nigdy nie byłem bardziej szczęśliwy, niż w tej chwili.
Myślałam, że oszaleję. Czyli jednak wszystko się udało. 

Uśmiechałam się sama do siebie na samo wspomnienie tamtego dnia. Miałam ochotę powspominać coś jeszcze, ale w tym momencie usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi, co oznaczało, że któryś z moich skarbów wrócił do domu. A to oznaczało, że przydałoby się ugotować jakiś obiad. Zeszłam na dół i zobaczyłam Harrego, który od razu uśmiechnął się na mój widok. Pocałowałam go na powitanie, ciągle mając przed oczami scenę sprzed 16 lat. Poszłam do kuchni, żeby zająć się obiadem. Wyjmowałam potrzebne produkty z lodówki, gdy usłyszałam, że Hazz mnie woła. Poszłam do salonu, zupełnie nieświadoma.
-Masz mi coś do powiedzenia? - spytał dziwnie szorstko.
-Nie.. a coś się stało? - spytałam zbita z tropu.
-A to?
Wyciągnął w moim kierunku białą kartkę z imieniem, nazwiskiem i numerem telefonu Nate'a. W tym momencie zamarło mi serce. Jak mogłam o niej zapomnieć...?

________________________
Szalony weekend.. :D 
Rozdział troszkę spóźniony, wiem o tym, ale nie sądziłam, że moje 17 urodziny mogą trwać aż 3 dni xD Haha. Moi przyjaciele jednak potrafią zaskoczyć..
A ja staram się zaskakiwać Was, dlatego w rozdziale 7 troszkę więcej o HOSE ♥ Tak jakoś.. przypomniał mi się One Reason To Love i chciałam nawiązać do starej historii tej dwójki naszych ukochanych bohaterów :) 
Zbliżają mi się ferie, więc pewnie bd mieć więcej czasu na pisanie.. A przynajmniej wykorzystam wolny czas ^^
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!
OBOWIĄZKOWO! 

I do następnego rozdziału <3
 

środa, 1 stycznia 2014

Happy New Year!

Mooi kochani Czytelnicy! 
W tym Nowym Roku życzę Wam absolutnie wszystkiego, co najlepsze! Aby zawsze wszystko szło po Waszej myśli, aby spełniły się wszystkie Wasze marzenia, abyście byli szczęśliwi, zadowoleni.. Aby ten rok przyniósł nowe przygody, wrażenia, doświadczenia! Żeby wszystko było dokładnie tak, jak tego chcecie! Mam nadzieję, że mój pobyt na Bloggerze szybko się nie skończy i mam nadzieję, że wciąż będziecie odwiedzać moje blogi, w które przelewam jakąś cząstkę samej siebie :)
Dziękuję Wam za poprzedni rok. Dziękuję za to, że byliście, komentowaliście, czytaliście te wszystkie rozdziały. Dziękuję za to, że po prostu mnie nie opuściliście nawet w chwili, gdy chciałam się poddać. 

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!

 

piątek, 27 grudnia 2013

[06]

Wróciliśmy z Francji. To był zdecydowanie jeden z najlepszych weekendów, które przeżyłam w życiu. Byłam opalona, co chyba najbardziej mnie zadowalało. Spędziłam dużo czasu z Dylanem i resztą. Po prostu żyć nie umierać! Po powrocie byłam kompletnie wykończona. Gdy tylko znalazłam się w swoim pokoju, od razu padłam na łóżko i zasnęłam. Nie dbałam o to, że była dopiero 17:05. Nie marzyłam o niczym innym, jak o długim śnie.
Obudziłam się dopiero rano. Czułam się wypoczęta jak jeszcze nigdy. No tak, nie mam pojęcia jakim cudem, ale spałam 13 godzin. To było lekko dziwne, ale wciąż do przyjęcia. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się w zwykłe dresowe spodenki i bokserkę, spięłam włosy w koka i zbiegłam na dół, żeby przygotować sobie śniadanie. Jak zwykle stanęło na musli z jogurtem. Usiadłam przed telewizorem i włączyłam byle jaki kanał. Tradycyjnie nie było nic godnego uwagi. Za oknem świeciło słońce, co zapowiadało piękną pogodę. Było bardzo wcześnie, jednak już nie mogłam doczekać się spotkania z Mattem i Jasmine. Szybko zjadłam śniadanie, wróciłam do swojego pokoju gdzie przebrałam się w TEN zestaw i gotowa wyszłam z domu. Londyn budził się do życia. Po 30 minutach dotarłam do celu, jednak coś mi nie pasowało. Stanęłam na chodniku i przyjrzałam się postaci chłopaka, który stał pod bramą do domu moim przyjaciół. Czarna bluza z kapturem, ciemne rurki i najnowsze Vansy. To musiał być były Jas. Od razu przyjęłam surowy a zarazem obojętny wyraz twarzy i jak gdyby nigdy nic podeszłam do bramki. Chłopak zlustrował mnie spojrzeniem i po chwili poczułam ostre szarpnięcie do tyłu. Syknęłam i odwróciłam się w jego kierunku. Okey, musiałam przyznać, że był przystojny, ale na samą myśl tego, do czego był zdolny, od razu zebrało mi się na wymioty.
-Zabieraj ode mnie łapy - warknęłam - nie pozwoliłam ci mnie dotknąć, palancie.
-Nie bądź zadziorna, laluniu. Kim jesteś?
-Wiesz co? Jesteś żałosny. Sprawdzasz każdego, kto przychodzi do tego domu? Z niczego nie muszę ci się tłumaczyć psycholu i radzę ci, daj mi spokój.
-Grozisz mi? - zakpił.
-Na twoje szczęście jeszcze nie - syknęłam i wcisnęłam dzwonek.
-Nie otworzy ci - zaśmiał się - nikomu nie otwiera. Nieważne kim byś była, kochanie.
-Och.. więc nie masz pojęcia, kim jestem? - zrobiłam udawaną smutną minę uwydatniając wargi - Taka wielka szkoda..
W tym samym momencie usłyszałam znajomy dźwięk i szybko pchnęłam furtkę. Znalazłam się w ogrodzie zanim on skapował o co chodzi. A kiedy zrobił ruch do przodu, bramka była już zamknięta. Uśmiechnęłam się z triumfem i skrzyżowałam ramiona na piersi.
-Co do..
-Nigdy mnie nie lekceważ - przerwałam mu - bo nigdy ze mną nie wygrasz. Dotarło?
Nie czekałam na jego odpowiedź. Po prostu skierowałam się do drzwi. Nie zdążyłam nawet zapukać, bo od razu się otworzyły i znalazłam się w czyichś ramionach. Silnych, męskich ramionach. Matt. Uśmiechnęłam się i od razu odwzajemniłam uścisk. Weszliśmy do środka, nie zwracając uwagi na chłopaka przed bramą, który zaczął wykrzykiwać jakieś wyzwiska. Uśmiechnęłam się do swojego przyjaciela najszczerzej jak umiałam.
-A więc nasza księżniczka wróciła z gorącej, romantycznej Francji - powiedział z uśmiechem - jak miło mieć cię z powrotem na miejscu.
-Taa, wiem, że się cholernie stęskniłeś mój drogi. Gdzie jest Jas? I o co do cholery chodzi z tym palantem, który stoi przed waszą bramą?
-Jasmine jeszcze śpi. Nie lubię jej budzić, a ostatnio ma wszystkiego dość. Ten pajac nie odpuszcza. Wychodziłem do niego wiele razy, nawet twarzyczkę mu obiłem, a on nie odpuszcza. Więc.. staramy się go ignorować.
-Ale to zmusza was do ciągłego siedzenia w domu..
-Więc co zrobić? Zadzwonić na policję? Nie ma szans, Des.
-Tak właściwie... to dlaczego nie? Nie uważasz, że oni prędzej sobie z nim poradzą niż my? Złóżmy doniesienie, a potem..
-A potem co? - przerwał mi rozbawiony - Daj spokój, Destiny. Poradzimy sobie bez udziału władz. Musimy po prostu mieć jakiś plan.
-Plan? Na psychola, który o mały włos nie zgwałcił twojej siostry? Matt, dobrze się czujesz?
-Tak, czuję się wybornie. Wiem, że chciałabyś od razu wszystkich uratować, ale czasami to serio trudne. Idź do Jasmine, ja pomyślę nad tym, co ewentualnie możemy zrobić. Okey?
-Ale..
-Destiny. Proszę.
-Yhh.. w porządku, niech będzie.
Wywróciłam oczami i poszłam na górę, prosto do pokoju przyjaciółki. Weszłam po cichu i uśmiechnęłam się na jej widok. Wyglądała naprawdę słodko, gdy spała. Aż szkoda było ją budzić. Ale.. w końcu nie przyszłam tam na marne. Delikatnie usiadłam na skraju jej łóżka i po prostu zaczęłam nią potrząsać. Zaczęła jęczeć i odwróciła się na drugi bok.
-Jeszcze chwilę, mamo - wymamrotała ledwo przytomna.
-Czy naprawdę wyglądam jak twoja mama, Jas? - odezwałam się ze śmiechem.
W jednej chwili podniosła się i spojrzała na mnie jak na ducha, po czym dosłownie się na mnie rzuciła.
-Destiny! - słyszałam tylko jak krzyknęła i znalazłam się w jej objęciach.
Nie sądziłam, że kiedykolwiek ktokolwiek mógłby aż tak ucieszyć się na mój widok. Trochę czasu zajęło jej ogarnięcie się, ale kiedy w końcu się ubrała i związała włosy, obie usiadłyśmy na małej kanapie w jej pokoju.
-On wciąż jest pod naszą bramą, prawda? - spytała z grymasem, choć zapewne doskonale znała odpowiedź.
-Tak, choć nie wiem jaki on ma w tym interes, skoro i tak do niego nie wyjdziesz.
-No właśnie... - zawahała się.
-Co właśnie, Jas? O czym ty myślisz?
-On ciągle tu stoi, bo chce ze mną porozmawiać i jak widać nie zamierza odpuścić. Więc.. może dla świętego spokoju powinnam po prostu do niego wyjść?
-Oszalałaś? Przecież to psychol! Nie pozwolę ci się do niego zbliżyć, nie ma mowy! Matt też na bank na to nie pójdzie.
-Des, będę ostrożna. Nie wyjdę za bramę, mogę stać daleko od niego, ale... jeżeli to jedyne wyjście żeby w końcu się odczepił, to właśnie to powinnam zrobić.
-Naprawdę chcesz z nim rozmawiać po tym wszystkim?
-Destiny, a co do cholery mam zrobić? Całe lato przesiedzieć w domu bo ten idiota sterczy pod moim domem i nie daje mi w spokoju nigdzie wyjść? Nie ma mowy! Jutro jest impreza w Shadow Club, a ja nie zamierzam jej przegapić. To jedyne wyjście.
-Powiedz to swojemu bratu.
-Des.. tak trzeba..
-Jak trzeba? - usłyszałyśmy za sobą głos Matta.
Obie odwróciłyśmy się w jego stronę. Stał w drzwiach ze skrzyżowanymi ramionami.
-Jasmine chce wyjść do tego psychola i z nim porozmawiać - powiedziałam spokojnie, choć wiedziałam, jaka będzie jego reakcja.
-Zapomnij siostrzyczko - uciął ostro - ten koleś właśnie to chce dostać, a jak dostanie, to będzie to oznaczało, że w pewnym sensie wygrał. A w niczym nie wygra, więc nie ma mowy.
-Yghh, czy wy oboje nie rozumiecie, że to jedyne wyjście? Nie zbliżę się do niego, obiecuję. Zostanę za bramą, a wy możecie stać za mną i nie wiem, pilnować mnie. To takie złe?
-Matt.. - powiedziałam, wciąż się wahając - myślę, że ona ma rację..
-I niby jak ja mam się postawić wam dwóm? - spytał zrezygnowany.
Jasmine westchnęła i wstała z kanapy. Wszyscy zeszliśmy na dół i stanęliśmy przed drzwiami wyjściowymi. Chłopak nadal stał na swoim miejscu. Jas nacisnęła klamkę i wyszła na zewnątrz, a on w mgnieniu oka dopadł furtki i wypowiedział jej imię. Ja z Mattem stanęliśmy na schodach, żeby móc mieć na nią oko i przy okazji słyszeć całą ich rozmowę. Miałam tylko nadzieję, że ten psychol nie zrobi niczego głupiego.
-Jasmine, daj mi szansę się wytłumaczyć.. - zaczął, ale blondynka szybko mu przerwała.
-Przestań w końcu mnie nękać, Shane. Mam dość tego, że spokojnie nie mogę wyjść z własnego domu, bo ciągle tu przyłazisz i chcesz nie wiadomo czego! Nic między nami nie ma i nigdy więcej nie będzie, dociera to do ciebie? Nie po tym, co zrobiłeś.
-Kochanie, przecież wiesz, że byłem pijany! Nigdy nie mógłbym cię skrzywdzić!
-Jasne, byłeś pijany! - krzyknęła wściekła - To twoja najczęstsza wymówka, wiesz? Zawsze jak robisz coś głupiego, to nagle byłeś pijany! Wiesz co ci powiem? Mam tego dość. Nie nazywaj mnie kochaniem, bo nim nie jestem. Już nie. Nie chcę cię znać, słyszysz? Wynoś się stąd i po prostu nigdy nie wracaj.
-Jas, proszę cię o jeszcze jedną szansę, to tak wiele?
-Szansę? Ile ich już dostałeś? W całym naszym związku chodziło ci tylko i wyłącznie o jedno i właśnie to pokazałeś! Nie będę człowiekiem, któremu w głowie tylko seks! I wiesz co ci powiem? Brzydzę się tobą. A teraz wynocha stąd, bo jak za 5 minut nie znikniesz, dzwonię na policję i składam skargę o nękanie.
-Jasmine..
-Skończyłam z tobą!
Po tych słowach odwróciła się napięcie i mijając nas bez słowa, po prostu weszła do domu. Shane walnął pięścią o mur. Był rozwścieczony, ale zarazem.. rozżalony? Smutny? Nie chciałam się nad tym rozczulać. Weszłam za przyjaciółką i od razu znalazłam ją w jej pokoju. Płakała. Po prostu leżała w łóżku i tuląc się do poduszki, płakała. Usiadłam obok i ją przytuliłam.
-Jest obrzydliwy - mówiła przez łzy - jest okropny, zły i głupi! I jeszcze ma czelność prosić o drugą szansę..
-Jas, nie płacz - powiedziałam spokojnie - nie jest wart ani jednej twojej łzy.
-Nie rozumiesz, Des - mówiła dalej - on jest zły i chciałabym go nienawidzić, ale.. nie potrafię..
-Zaraz, o czym ty mówisz?
-Ja wciąż coś do niego czuję.. wciąż coś we mnie tkwi.. i nienawidzę za to samej siebie.
-Jasmine..
-Wiem, że mnie skrzywdził.. wiem, że zachował się jak świnia i brzydzę się go.. nie chcę mieć z nim nic wspólnego, ale.. ale wciąż go kocham, Des.. i to tak szybko mi nie minie.
-Kochana, masz dość wrażeń jak na jeden dzień. Jego już nie ma, poszedł sobie. Więc ogarnij się, pomaluj i idziemy coś porobić a jutro wbijamy na imprezę do Shadow Club. Chyba czas zacząć żyć od nowa, nie uważasz? 
Przesłanie moich słów dotarło do niej niemal od razu. Otarła łzy i zniknęła w łazience. Godzinę później już szalałyśmy na zakupach, ciągnąc za sobą Matta, który niechętnie, ale zgodził się nam towarzyszyć. Ani słowem nie wspomniałyśmy o Shanie. To miał być nasz dzień. Wysłałam szybkiego sms'a do Dylana informując go o jutrzejszej imprezie i długo nie musiałam czekać na odpowiedź. Po niecałej minucie napisał "wchodzę w to! :D". Rodzicami nie musiałam się przejmować. Wiedziałam, że zgodzą się bez żadnego problemu. Wprost nie mogłam się doczekać. 

Następnego dnia już od rana byłam nabuzowana. Wczoraj zaraz po powrocie z zakupów poinformowałam rodziców, że idę na imprezę. Tak jak się spodziewałam, nie mieli nic przeciwko. Oczywiście tata jak zwykle musiał coś wypalić, ale.. do tego idzie przywyknąć.
-Destiny, wiesz, że ci ufam i pozwalam wychodzić, ale.. 
-Tak wiem, mam nie zrobić z ciebie dziadziunia bo wciąż jesteś młody, przystojny, boski, bla bla bla. 
-To też! Ale.. nie pij alkoholu.. zbyt wiele.. w porządku? A przynajmniej udawaj, że jesteś trzeźwa i nie obijaj się po ścianach. 
Wybuchnęłam wtedy śmiechem i poszłam do swojego pokoju. Tak, on potrafił człowieka rozbawić. 
Wzięłam szybki prysznic i poszłam do garderoby, żeby wybrać jakiś strój na imprezę. Nie miałam żadnego pomysłu, w co powinnam się ubrać. Sukienka? Szorty? Legginsy? Spodnie? Miałam zdecydowanie zbyt wiele ciuchów. Ale kto by na to narzekał, prawda? Po dłuższym zastanowieniu w końcu miałam wybrany zestaw, więc wróciłam do pokoju. Dopadła mnie popołudniowa nuda. Pomalowałam paznokcie, przeglądnęłam wszystkie możliwe strony na internecie, słuchałam muzyki, leżałam i robiłam masę innych niepotrzebnych rzeczy, aż w końcu wybiła godzina, kiedy musiałam zacząć się przygotowywać. Wykąpałam się, ułożyłam włosy, zrobiłam makijaż i w samej bieliźnie weszłam do swojego pokoju, żeby ubrać się w TO. Czułam się komfortowo, a zarazem dziewczęco i zgrabnie. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia i zeszłam na dół. Ku mojemu zaskoczeniu z kuchni dochodziły czyjeś śmiechy. Poszłam więc tam i przy stole zastałam rodziców, Zayna oraz Natalie śmiejących się z czegoś. Dylan stał obok wyraźnie poirytowany, a gdy mnie zobaczył, odetchnął z ulgą. 
-Udanej zabawy, dzieciaki - powiedział Zayn. 
Wywróciliśmy oczami i wyszliśmy z domu, gdzie czekał samochód z szoferem. Ta rodzicielska ufność i troska. Z Mattem i Jasmine mieliśmy spotkać się pod lokalem. Już czułam ten imprezowy klimat, którego mi brakowało. Pod klubem stała cała masa samochodów, a do wejścia ciągnęła się długa kolejka. Z tym również nie miałam problemu. Miałam czas, by zadzwonić do organizatorów i załatwić wejściówki i loże VIP. Oto przywileje bycia sławnym i bogatym. W oddali dostrzegłam sylwetki przyjaciół. Podziękowałam kierowcy i razem z Dylanem dołączyliśmy do nich. Po krótkim przywitaniu pokazałam ochroniarzowi małą, złotą kartę. Skinął głową z uśmiechem i wpuścił nas bez niczego, ku niezadowoleniu całej reszty czekających. Uśmiechnęłam się z triumfem. Wieczór zaczynał się idealnie. Zajęliśmy swoje miejsca, zamówiliśmy po coli (Matt cola z wódką, oczywiście) i zaczęliśmy rozmawiać. Był to klub dla dorosłych, ale chyba nikt nie zwrócił uwagi, że do dorosłości brakowało nam jeszcze dwóch lat. Nie sprawdzali dowodów i nawet ich nie wymagali. Choć.. może to przez to, że mieliśmy złote bilety? 
Impreza zaczęła się rozkręcać. Zaczęliśmy tańczyć i szaleć. Bawiłam się wręcz idealnie, nie myśląc o niczym innym i Jas chyba też, bo przez cały wieczór na jej twarzy gościł uśmiech. Matt ciągle prosił mnie do tańca, a Dylan zajmował się Jas. Słodko razem wyglądali, choć wiedziałam, że w jego sercu była tylko i wyłącznie Vanessa. Cały Dylan. W pewnym momencie odłączyłam się od przyjaciół i usiadłam przy barze. Musiałam chwilę odpocząć. Po pewnym czasie ktoś usiadł obok, ale nawet się nie odwróciłam. 
-No proszę, kogo my tu mamy.. - usłyszałam znajomy głos i od razu serce szybciej mi zabiło.
Odwróciłam głowę i dostrzegłam uśmiechniętego Louisa, popijającego whisky z lodem. Kogo jak kogo, ale jego się tu nie spodziewałam. Po prostu ścięło mnie z nóg. Nie wiedziałam, jak się zachować.
-Em.. cześć, Louis. Co ty tu robisz? - odezwałam się w końcu.
-Ciebie mógłbym spytać o to samo, Destiny. To nie jest klub dla nastolatków.. 
-Oj tam, pleciesz głupoty - wzruszyłam ramionami, żeby ukryć zdenerwowanie - klub jak każdy inny.
-Powiedziałbym raczej..
-Nie rób za przyzwoitkę - przerwałam mu - nie potrzebuję jej. Wiem, co robię. Po prostu dobrze się bawię i tobie radzę to samo.
-A czy ktoś powiedział, że ja bawię się źle? - zaśmiał się - Okey, skończmy gadanie. Zatańczysz? 
Popatrzyłam na niego zdziwiona. Na jego minę i wyciągniętą w moim kierunku dłoń. Czy to sen? Był pijany. I to było widać. Zachowywał się zbyt na luzie, jak na niego. Ale.. w końcu przyszłam się bawić, tak? Uśmiechnęłam się i poszłam z nim na środek. Przetańczyliśmy razem 3 szybkie kawałki. Musiałam przyznać, że tancerzem był niesamowitym i wszystkie nasze kroki były zgrane. Jeszcze z nikim tak dobrze mi się nie tańczyło. Nadszedł czas na wolny kawałek. Myślałam, że mnie puści, ale się myliłam. Przyciągnął mnie do siebie i oplótł mnie w talii, a ja nie protestowałam. Oparłam głowę na jego klatce piersiowej. CO JA DO CHOLERY ROBIŁAM?! Krzyczałam sama do siebie w głowie. To nie było w porządku. To przyjaciel ojca, starszy o 20 lat. Co ja wyprawiałam? Jednak zaczęłam wyciszać te myśli, bo było mi cholernie dobrze. Czułam na szyi jego ciepły oddech, a po całym ciele przeszły mi dreszcze. Przypomniałam sobie swój sen sprzed kilku dni, gdy byliśmy na wyspie. I wtedy w głowie włączyła mi się czerwona lampka. Nie mogłam przekroczyć tej granicy. Nie mogłam zrobić żadnej głupoty. Piosenka dobiegła końca. Uśmiechnęłam się do Louisa zdenerwowana, przeprosiłam go i poszłam do swojego stolika, gdzie reszta mojej paczki śmiała się w najlepsze. Nikt ani słowem nie skomentował tego, co się stało. Wyłapałam tylko zdziwiony i niedowierzający wzrok Dylana, ale go zignorowałam. Ciągle się trzęsłam. Przez resztę imprezy trzymałam się tylko z nimi, jednak mój wzrok ciągle uciekał w kierunku stolika Louisa siedzącego ze znajomymi. Co do jasnej cholery było grane..? 

___________________________
SIALALA! WRÓCIŁAAAAAM :D 
Taa, na pewno się cieszycie, wiem ^^ tak jak obiecałam. No, okey, może jest już po świętach, ale miałam trochę czasu na dopracowanie, obmyślenie całej fabuły ii oto jestem :D Z nowymi pomysłami, nowymi akcjami itd :D
ALE! przez ten długi czas niezbyt pamiętam, kogo informowałam, więc proszę Was: 
ZOSTAWIAJCIE W KOMENTARZACH WASZE TWITTERY CZY NUMERY GG jeżeli chcecie być informowani i nowych rozdziałach :)
I awwwwww!! Jest Was tu coraz więcej, niezmiernie mnie to cieszy! <3
Mam nadzieję, że komentarzy przybędzie, bo zawsze bardzo miło mi się je czyta :) 
CZYTASZ = KOMENTUJESZ! <3

Kocham Was, mam nadzieję, że się podobało! Rozdział 7 wkrótce :*

piątek, 29 listopada 2013

BLOG ZAWIESZONY

No wiec tak.. straciłam kompletnie pomysł na to opowiadanie.. w głowie mam tylko pojedyncze wątki, których nie umiem ubrać w słowa.. piszę rozdział już 3 tygodnie a nie mam nawet połowy tego, co chciałabym napisać.. :/ Nie wiem co się ze mną dzieje, ale chwilowo wena mnie opuściła i nie chce wrócić.. muszę gruntowanie przemyśleć to opowiadanie. Muszę coś wymyślić.. 
Blog nie zostanie usunięty i będzie kontynuowany, to Wam mogę obiecać. 
Ale póki co do świąt będzie zawieszony. Naprawdę muszę się skupić, pomyśleć i stworzyć coś, co będziecie chcieli czytać. 

Przepraszam Was, że tak wyszło.. przepraszam, że Was zaniedbuję.. przepraszam, że pewnie Was zawiodłam, nie chciałam tego.. :C

Blog wróci. Przed świętami, albo na świętach, ale wróci. PRZYSIĘGAM. Wrócę z nowymi pomysłami, nowym planem działania i nowymi zaskakującymi wątkami, w które nie będziecie mogli wierzyć. Jednym słowem: BĘDZIE SIĘ DZIAŁO!

Bądźcie cierpliwi. Nie pożałujecie :) 

KOCHAM WAS <3

środa, 6 listopada 2013

[05] cz. 2

-Destiny - odezwał się Louis i wszyscy popatrzyli na mnie - jesteś moją ostatnią nadzieją.
Kompletnie nie wiedziałam, co się dzieje i o czym u licha on mówił. Zrobiłam zdezorientowaną minę i spojrzałam na niego pytająco.
-W sprawie.. ?
-Wszyscy ci lenie uważają, że nurkowanie jest złym sposobem na spędzenie jednego dnia, skoro można sobie leżeć plackiem na plaży. Powiedz, proszę, że chociaż ty wiesz, co dobre..
-Nurkowanie? Zawsze chciałam spróbować.. - odpowiedziałam, wzruszając ramionami.
W jego oczach pojawiły się iskierki, a na twarzy zatriumfował uśmiech.
-Ha! - krzyknął, wystawiając im język - Hazza, wiedziałem, że twoja córka wie więcej niż ty.
-Oj przymknij się - ojciec również wystawił mu język i napił się kawy - skoro tak bardzo chcecie to proszę, spędźcie sobie cały dzień na nurkowaniu.
Nie wiem dlaczego, ale zupełnie nagle poczułam dziwny skurcz w klatce piersiowej. Cały dzień z Louisem? TYLKO WE DWOJE? Jak najbardziej mi to odpowiadało. Jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało.
-Destiny? - zwrócił się do mnie Lou - Jesteś gotowa znosić mnie przez cały dzień?
-Jasne, może być fajnie - odpowiedziałam z lekkim uśmiechem.
-Wspaniale! To ja idę zarezerwować nam miejsca.
-Ale zaraz! Tak w ogóle to gdzie..
-Oh, chyba nie myślałaś, że nurkować będziemy przy plaży? - przerwał mi i wstał - Płyniemy na taką małą wyspę i dopiero stamtąd skaczemy do wody moja droga. Mają tu podobno przepiękne rafy koralowe..
Po tych słowach już go nie było. Po prostu gdzieś poszedł, a ja popatrzyłam na wszystkich obecnych przy stoliku. Rodzice, Zayn i Natalie się uśmiechali, a potem po prostu zaczęli rozmawiać, natomiast Dylan patrzył na mnie z wyrzutem. Miałam ochotę palnąć się w czoło. Kompletnie zapomniałam o tym, że poprzedniego dnia obiecałam mu długi spacer, bo chciał porozmawiać ze mną o czymś ważnym. Otworzyłam usta, żeby się odezwać, ale w tym momencie on wstał i zaczął kierować się ku wyjściu. Czułam się naprawdę okropnie. Nie mogłam go tak zostawić. Od razu poszłam za nim i dopadłam go przy schodach prowadzących do hotelu.
-Dylan, poczekaj! - krzyknęłam i znalazłam się przy nim - Przepraszam cię, ale..
-Nie przepraszaj - powiedział, wzruszając ramionami - nurkowanie to coś genialnego, nie dziwię się, że nie mogłaś się oprzeć. Zwłaszcza we Francji i w ogóle...
-Przepraszam, nie powinnam się na to zgadzać, bo obiecałam ci rozmowę, a nie chcę wyjść na złą kumpelę..
-Daj spokój, najwyżej pogadamy jak wrócisz.. ta sprawa może poczekać.
-Proszę cię, nie gniewaj się na mnie.. przecież wiesz, że cię kocham.
-Des, wyluzuj, okey? Pogadamy jak wrócisz. Przy okazji opowiesz mi o tej niby cudownej rafie koralowej.
-Niby?
-Cokolwiek Louis albo jakikolwiek przewodnik nie powiedzą, najpiękniejsze rafy koralowe są w Australii. To trzeba po prostu zobaczyć.
Uśmiechnęłam się do niego z ulgą. On naprawdę był cudowny. Wspólnie weszliśmy na górę, po czym każde z nas poszło do swojego pokoju. Nie miałam pojęcia, w co ubrać się na taką wyprawę. To znaczy wiedziałam, że na pewno dostanę jakiś strój do nurkowania, ale i tak miałam dylemat. Ostatecznie założyłam bikini, na które ubrałam krótkie jeansowe spodenki i białą bokserkę. Włosy spięłam w koka, na oczy nałożyłam czerwone Ray Bany i byłam gotowa. Perspektywa spędzenia całego dnia w towarzystwie Louisa mi odpowiadała. Czemu? Nie mam pojęcia. Może dlatego, że dobrze się z nim dogadywałam i dobrze czułam się w jego towarzystwie? Wzruszyłam ramionami na tę myśl i po prostu zeszłam na dół. Louis czekał przy wyjściu z hotelu.
-Odpływamy za 15 minut, więc radzę się pospieszyć - powiedział z szerokim uśmiechem.
Zaśmiałam się i dołączyłam do niego. Przy małym statku czekało jeszcze kilkanaście osób i przewodnik, który właśnie zaczynał coś mówić. Dołączyliśmy do nich i chwilę później już wypływaliśmy. Przez prawie całą drogę stałam przy barierce i podziwiałam widoki, a wiatr muskał moją skórę. Mniej więcej w połowie obok mnie stanął Lou.
-No i jak samopoczucie? - spytał, jak gdyby nigdy nic.
-W porządku. Mogę cię o coś zapytać?
-Oczywiście. Możesz pytać o wszystko, co nie wiąże się z moim dawnym związkiem i rzeczami z nim powiązanymi.
-Spokojnie, nie jestem wścibską gówniarą, która wtrąca się w czyjeś życie prywatne - odpowiedziałam z lekkim uśmiechem - niedawno rozmawiałam z tatą, a on opowiedział mi o Carmen.. o tym, że byli razem i że to skomplikowało sytuację między nim, a mamą.. wiesz może coś więcej na ten temat? W końcu się wtedy przyjaźniliście..
-Destiny.. - westchnął - czasami lepiej, żeby przeszłość pozostała przeszłością.
-Dlaczego? Co takiego się wtedy stało, że nikt nie chce o tym gadać? Tata zdradził z nią mamę, czy jak?
Nie odpowiedział. Gwałtownie odwróciłam głowę w jego kierunku. Czyżbym trafiła? Nagle zrobiło mi się niedobrze.
-Zrobił to? - spytałam wstrząśnięta.
-Niektóre sprawy są bardziej skomplikowanie niż ci się wydaje - powiedział w końcu.
-Zdradził ją czy nie? - naciskałam.
-Nie. Harry kocha Rose najmocniej na świecie. Nie byłby w stanie tak jej skrzywdzić.
-Więc co się wtedy stało? - spytałam już nieco uspokojona.
-Po prostu się od siebie oddalili przez nasze trasy i wywiady, zaczęli się kłócić.. Rose poznała Nate'a, Harry poznał Carmen.. pogubili się. Ale nie trwało to długo, bo zdali sobie sprawę, że nie potrafią bez siebie żyć. To wszystko. Zostaw przeszłość, Destiny. Ona nie ma już znaczenia.
-Mam dziwne wrażenie, że coś ukrywasz..
-To sprawa tylko i wyłącznie między twoimi rodzicami. Jeżeli chcesz wiedzieć coś więcej, po prostu ich zapytaj. Ja nie chcę się w to mieszać.
-Ygh, no okey, w porządku.
-To było dawno temu i naprawdę teraz jest nieważne. Wszyscy popełniamy błędy, wiesz o tym. Jesteśmy tylko ludźmi. A teraz możesz zacząć cieszyć się pięknym dniem?
Uśmiechnęłam się i z powrotem odwróciłam wzrok ku krajobrazom. Powoli zbliżaliśmy się do jakiejś małej wyspy. Cel naszej podróży. Aż do dobicia do brzegu rozmawiałam z Louisem i bardzo dobrze czułam się w jego towarzystwie. Naprawdę fajnie się z nim rozmawiało i nawet nie czułam tej bariery wieku, która była między nami. Okey, był starszy, ale co z tego? Dogadywałam się z nim lepiej niż z niejednym chłopakiem w moim wieku.
W końcu przebraliśmy się w odpowiednie stroje i dostaliśmy maski z tlenem. Instruktor dał nam kilka najcenniejszych wskazówek, przestrzegł przed ewentualnymi trudnościami i w końcu byliśmy gotowi. Do wody wskakiwaliśmy po kolei. Naszą wielką przygodę czas zacząć.

To było niesamowite. Absolutnie niesamowite. Przejrzysta woda, cała masa ryb i najpiękniejsza rafa koralowa, jaką w życiu widziałam. Może dlatego, że była to pierwsza, jaką w ogóle zobaczyłam, ale i tak zapierała dech w piersiach. Nie sądziłam, że ocean może skrywać takie piękne, nieznane rzeczy i formy życia. Byłam po prostu wniebowzięta i zadowolona, że zgodziłam się popłynąć. Kiedy przewodnik zadecydował o wynurzeniu, miałam ochotę zaprotestować, ale wiedziałam, że nie mogę. Najwyraźniej kończył nam się tlen, a bez niego nie dało się wytrzymać tyle metrów pod wodą. Siedzieliśmy już na piasku, na małej wyspie i jedliśmy kiełbaski upieczone przed chwilą na ognisku. Myślami jednak wciąż byłam pod wodą. Louis siedział obok mnie tak samo oczarowany.
-Chcę tam wrócić - powiedziałam w pewnym momencie - chcę to zobaczyć jeszcze raz..
-Wakacje się jeszcze nie kończą, możemy tu jeszcze przyjechać - odpowiedział z uśmiechem - ewentualnie możemy zobaczyć inne rafy, w zupełnie innych miejscach.
-Słyszałam, że najpiękniejsze są w Australii.
-Chcesz lecieć do Australii? - zaśmiał się - Widać, że jesteś ciekawa świata, moja droga. Piękna i ambitna.
Czułam, że zaczynam się rumienić.
-Przystojny i zdobywczy - prychnęłam.
Odwróciłam się w jego kierunku i nasze spojrzenia się spotkały. Dopiero wtedy dostrzegłam, że jego oczy mają najpiękniejszy zielony kolor, jaki kiedykolwiek widziałam. Można było w nich zatonąć. I to dosłownie. Nie wiem, co się działo. Nie wiem też, w którym momencie zaczęliśmy się do siebie przybliżać. Nasze usta dzieliły milimetry. Czułam jego oddech na swoich wargach. Zamknęłam oczy i chciałam dać ponieść się chwili.
-Destiny? Destiny!
Usłyszałam, jak ktoś woła moje imię. Powtórzyło się to jeszcze kilka razy, aż w końcu ...
Obudziłam się.
Leżałam na plaży, a nade mną pochylał się Louis i jakieś 2 kobiety. Wyglądał naprawdę zabawnie, choć zupełnie jak zawsze. Nic się nie zmieniło. Gwałtownie poderwałam się do góry i usiadłam wyprostowana, rozglądając się dookoła. Co mi odbiło? O czym jak do cholery śniłam? I jak to w ogóle możliwe, że nie pamiętałam momentu, w którym zasnęłam? To powoli zaczynało mnie przerażać.
-O co chodzi? - spytałam zdezorientowana.
-Wracamy do hotelu - powiedział Lou - przespałaś tu jakieś 2 godziny. Ta wyprawa naprawdę musiała cię wymęczyć.
-Ta.. tak, właśnie.
Szybko się zebrałam i wraz z resztą poszłam na statek. Niedługo później ruszyliśmy w drogę powrotną. W głowie wciąż miałam ten chory sen. To było po prostu niemożliwe. Jak w ogóle coś takiego mogło przyjść mi na myśl? Louis był przyjacielem ojca. Miał 36 lat. To mnie przerażało. Usiadłam na pokładzie i starałam się jakoś poukładać myśli. Chciałam być sama, ale oczywiście nie wyszło. Louis się przysiadł. Nie mogłam po sobie pokazać, że coś jest nie tak. Wzięłam głęboki oddech.
-No i jak ci się podobało? - spytał z lekkim uśmiechem.
-Było niesamowicie. Naprawdę. To najwspanialsza rzecz, jaką kiedykolwiek w życiu widziałam.
-Aż chciałoby się wrócić, prawda?
-Zdecydowanie tak. Louis... mogę cie o coś spytać?
-Pytaj. Tylko nie o przeszłość swoich rodziców.
-Nie, nie o to chodzi. Kiedy ja zasnęłam?
-Naprawdę nie pamiętasz? - zdziwił się.
-Nie.. nie mam pojęcia, kiedy odpłynęłam.
-No cóż.. wróciliśmy spod wody, zjedliśmy kiełbaski.. poprosiłaś, żebym ci opowiedział, jak to jest śpiewać na wielkich scenach i mieć miliony fanów. Rozgadałem się, a ty zasnęłaś pewnie gdzieś w połowie.
-Naprawdę pytałam cię o coś takiego? - zdziwiłam się.
-Des, zaczynasz mnie przerażać. Naprawdę musisz być zmęczona.
-Tak, to na pewno przez to.. przepraszam, nie chciałam tak po prostu odpłynąć, ale to chyba było silniejsze ode mnie.
-W porządku, nie gniewam się. Każdy potrzebuje snu, jesteśmy tylko ludźmi.
-Tak, masz rację.
Przez resztę drogi powrotnej starałam się rozmawiać z nim w miarę normalnie. Ciągle jednak trzęsły mi się ręce, a przed oczami miałam swój dziwny sen. Miałam tylko nadzieję, że niczego nie zwiastował. To naprawdę mnie przerażało. 
W końcu wróciliśmy do hotelu. Pożegnałam się z nim i poszłam prosto do siebie. O mały włos nie zapomniałam o obietnicy złożonej Dylanowi. Kompletnie nie byłam w stanie z nim rozmawiać a tym bardziej skupić się na jakichś ważnych sprawach, ale nie chciałam po raz kolejny go zawieść. Był moim najlepszym przyjacielem i zasługiwał na uwagę. Zwłaszcza, jeżeli chodziło o coś bardzo ważnego. Gdyby była to błahostka, nie prosiłby o rozmowę. Znałam go na wylot. Weszłam do swojego pokoju, wzięłam szybki prysznic, przebrałam się w piżamę (tak, było już późno) i usiadłam na łóżku. Wyciągnęłam swój telefon i napisałam sms'a do Dylana.

Padam ze zmęczenia, jestem już w łóżku. Wbijaj do mojego pokoju. Czekam! :*
  
Pojawił się po 5-ciu minutach. Popatrzył na mnie jak na dziecko i usiadł na przeciwko z miną, którą zawsze robił, gdy widział mnie w piżamie i bez makijażu. Miałam ochotę go udusić, ale zwyczajnie nie miałam na to siły. Zbyt długi i męczący dzień. Chciałam po prostu iść spać. 
-Co się dziele Dylanie Maliku? - zaczęłam od razu - Co tak cię złamało, że postanowiłeś przyjść z tym do mej szanownej osoby?
-A ciebie co skłoniło do przyjęcia mojej osoby w tym jakże formalnym stroju? - zakpił i się wyszczerzył.
Znowu miałam ochotę go walnąć. I znowu się powstrzymałam.
-Mów, o co chodzi. Co jest nie tak? Chodzi o Van?
-Skąd wiesz? 
-Daj spokój, przecież cię znam. O kogo innego mogłoby chodzić? Proszę cie, Dyl. Opowiadaj co jest nie tak z Vanessą. 
-Nic z nią nie wyjdzie..
-A to niby dlaczego? 
-Po prostu nie wyjdzie.. spotkałem się z nią. Myślałem, że naprawdę będzie fajnie, bo wydawała się miła i w ogóle taka wiesz.. taka idealna. Zwłaszcza, że od dawna mi się podobała i chciałem być dla niej kimś więcej. Ale to kompletnie nie wypali.. nie mamy żadnego wspólnego tematu. Różnimy się wszystkim. Zainteresowania, muzyka, sport, plany na przyszłość, czy nawet głupie ulubione seriale!
-Nie oglądasz seriali..
-No wiem! A ona całą masę! I mogłaby o nich nawijać godzinami.. tylko co z tego, skoro ja nie mam pojęcia o czym ona by mówiła. Miałem nadzieję.. i myślałem, że skoro w końcu zdobyłem się na odwagę, żeby w ogóle gdziekolwiek ją zaprosić, to będzie okey i super i w ogóle. A tu jak zwykle lipa..
-No dobrze, w porządku. Rozumiem, że nie wypaliło i pewnie jest ci źle z tego powodu i w ogóle wiem. Ale.. czy to jest główny powód, Dyl? 
-Nie rozumiem..?
-To nie jest pierwsza dziewczyna, z którą ci nie wypaliło. Tylko że przy żadnej poprzedniej ze mną o tym nie rozmawiałeś. Zbywałeś to słowami "nieważne, to niewypał, nie ma co o tym gadać". A teraz jest inaczej. A to oznacza, że jednak ci na niej zależy i mimo tego, że myślisz, że nic z tego, to nie chcesz zrezygnować... prawda?
-Skąd ty do cholery to wszystko wiesz? 
-To logiczne! Dylan, znam cię od zawsze, doskonale wiem, jaki jesteś. Wiem o tobie wszystko, tak samo, jak ty o mnie. Niczego nie ukryjesz, zapamiętaj. A skoro ci na niej zależy to nie rezygnuj. Próbuj dalej! Może akurat znajdziecie jakiś wspólny język? Może akurat jedna rzecz, jeden temat czy zdarzenie, was połączy? Nie poddawaj się. Walcz, skoro to ważne. Trzeba mieć w życiu jakieś cele.
-I myślisz, że to wypali? - spytał niepewnie.
-Nie wiem. Tego nikt nie wie. To po prostu wyjdzie, jeśli o to zawalczysz. A jak ona zobaczy, że ci zależy, to też inaczej na to spojrzy. To przecież banalne.
-Zawalczyć.. nie poddawać się.. czyli po prostu się starać, żeby było okey. 
-Mówiłam, że to banalne, kochanie - wzruszyłam ramionami.
-Des, jesteś najlepsza!
-Przecież nic wielkiego nie zrobiłam - prychnęłam - od czasu do czasu po prostu trzeba sprowadzić cie na odpowiednią drogę. To wszystko.
-To teraz ty mów, co cię gryzie.
-Mnie? - starałam się ukryć emocje jak najlepiej.
-Nie udawaj głupiej, widzę, że coś nie gra. Ty dobrze znasz mnie, ale ja równie dobrze znam ciebie, Des. Co ci leży na sercu?
-Dylan, przesadzasz. Jestem po prostu zmęczona, to wszystko. Cały dzień byłam tak jakby w wodzie, mam dość. Chcę po prostu iść spać.
-I jesteś pewna, że nic oprócz tego ci nie jest, tak? 
-Tak, jestem pewna. Gdyby coś się działo, byłbyś pierwszą osobą, która by się o tym dowiedziała. Przecież wiesz.
-W porządku, niech będzie. W takim razie się wyśpij i widzimy się jutro. Dobranoc.
-Dobranoc, Dyl. Śpij dobrze.
-Wzajemnie siostra.
Uśmiechnął się do mnie z wdzięcznością i wyszedł. Nie wiem, czemu go okłamałam. Nienawidziłam tego robić. Ale co miałam zrobić? Tak po prostu powiedzieć "Śniło mi się, że prawie pocałowałam Louisa"? Wyśmiałby mnie albo, co gorsza, uznał za chorą umysłowo. Zdecydowanie wolałam tego uniknąć. Zgasiłam światło w swoim pokoju, położyłam się do łóżka i niemal natychmiast zasnęłam ciekawa tego, co przyniosą kolejne dni....

_____________________________________
OKEY! Więc jest i część 2. Wiem, że miała być wczoraj, ale (głupia ja) zasnęłam zanim opublikowałam, a dzisiaj dopisałam coś więcej i dlatego dodaję później, ale dłuższą notkę :) 
Nie gniewajcie się :*
Akcji mało, wiadomo, ale to dopiero początek opowiadania. Mi też jest z tym strasznie źle, że rozdziały pojawiają się w tak wielkich odstępach czasowych, ale to nie zależy ode mnie.. Liceum wymaga, obowiązki wymagają i jeszcze parę innych rzeczy na głowie. To po prostu CHAOS. Dlatego bardzo się ciesze i bardzo Wam dziękuję, że mimo wszystko jeszcze tu zaglądacie i czytacie. Jesteście jedyni i niezastąpieni i normalnie KOCHAM WAS MOCNO ♥
CZYTASZ = KOMENTUJESZ !!!
Zasada oczywiście niezmienna. Cieszy mnie wzrost liczby wyświetleń i obserwatorów! WOW! :D

Nie umiem powiedzieć, kiedy będzie następny rozdział.. naprawdę nie umiem a nie chcę powiedzieć i żeby później było sto hejtów na asku "miał być, a nie ma". Także nie podaję daty, ale postaram się zmieścić w 2 tygodniach! Obiecuję! 

Do następnego XxX  

poniedziałek, 4 listopada 2013

[05] cz. 1

Rano obudziłam się dość wyspana. Rozciągnęłam się na łóżku i ogarnęłam wzrokiem swój hotelowy pokój. Byłam w pełni gotowa na kolejny dzień wakacyjnego pobytu we Francji. Wstałam i poszłam do łazienki, żeby jakoś się ogarnąć. Za oknem pogoda była wprost cudowna. Słońce świeciło i wiał delikatny wiatr, który tylko dodawał wszystkiemu uroku. Wzięłam szybki prysznic, spięłam włosy w luźnego koka i ubrałam się w letnią, zwiewną, granatową sukienkę bez szelek. Posłałam łóżko i już miałam schodzić na śniadanie, gdy przypomniałam sobie, że miałam zadzwonić do Jasmine. Wystukałam więc jej numer i oczekiwałam, aż się odezwie. Odebrała już po 2 sygnałach.
-Destiny, w końcu! - usłyszałam ulgę w jej głosie.
-Coś nie tak, Jas? - zaniepokoiłam się - Przyleciałam tu zaledwie wczoraj..
-On wrócił.. od wczoraj nie daje mi spokoju.. przychodzi pod mój dom, wydzwania, pisze..  nie wiem, co mam robić.
-Ale kto? - zdziwiłam się.
-Jak to kto? Ten chłopak o którym opowiadałam ci na imprezie! Ten, który o mały włos mnie nie zgwałcił..
-Matko moja, Jas! A co z Mattem? Przecież miał ci pomóc..
-Matt nic nie wie i niech tak zostanie. Nie chcę, żeby zaczęli się bić czy Bóg wie, co jeszcze. Jak mogę to pokojowo załatwić? Pomóż mi, proszę cie.
-Pokojowo załatwić? Jasmine, czy ty się do cholery słyszysz? Przecież on jest zdolny do wszystkiego!
-Wiem, ale..
-Ale co?
-Może stwierdzisz, że to głupie i mnie za to ochrzanisz i się wściekniesz, ale.. ja go kocham.. w końcu byliśmy razem, mam z nim całą masę dobrych wspomnień.. nie umiem ich tak po prostu wymazać!
-Jasmine. On chciał cię przelecieć bez twojej zgody. Zależało mu tylko na seksie!
-Wiem, ale..
-Nie mów "ale", bo to nic nie zmieni. To się skończyło, rozumiesz? Nie zasługuje na ciebie. Nie jest ciebie wart. Mógł wcześniej pomyśleć, co robi.
-Des, ja to wiem.. tylko jak to załatwić? Jak się zachować?
-Unikaj go.. nie spotykaj się z nim, nie odpisuj..
-Myślisz, że to takie łatwe? On jest wszędzie! Jak wychodzę na zakupy, jest w sklepie, jak wychodzę do ogrodu, jest za bramą, jak tylko mnie widzi od razu dzwoni.. nie wiem, co robić.
-Powiedz Mattowi - powiedziałam twardo.
-Nie ma mowy. Jest moim bratem i bardzo go kocham, ale w tej sprawie nie pomoże. Może jedynie wszystko jeszcze bardziej skomplikować.. kiedy wracasz?
-Pojutrze wieczorem. Dasz radę do tego momentu nie ruszać się z domu?
-Mam przez cały weekend siedzieć na dupie w swoim pokoju? - jęknęła.
-Masz inny sposób, żeby przez ten czas go nie widzieć i się od niego odciąć?
-Nie..
-To rób, co mówię. Jak wrócę, to jakoś załatwimy tą sprawę, obiecuję.
-Okey, w porządku. Dam radę. Udanego weekendu.
-Wzajemnie, Jas. Trzymaj się!
Zakończyłam połączenie i przez chwilę zastanawiałam się nad tym, co chciałam zrobić. Wiem, że nie powinnam mówić Mattowi, skoro ona tego nie chciała, ale z drugiej strony, co jeśli on chciał jej coś zrobić i coś szykował? Obwiniałabym się, że nic nie zrobiłam. Usiadłam na podłodze i zrezygnowana popatrzyłam w swoją komórkę. Dzwonić, czy nie? Podjęcie decyzji zajęło mi dobre 15 minut. Weszłam w listę kontaktów i wybrałam numer Matta.
-Witam piękna - odebrał a w myślach widziałam ten jego zniewalający uśmiech.
-Matt, jest sprawa - zaczęłam bez owijania w bawełnę.
-Coś się stało? - zaniepokoił się.
-Chodzi o twoją siostrę.
-O Jasime? Co z nią? - zdziwił się.
-Pamiętasz, co się stało na imprezie? Z tym jej chłopakiem?
-Oczywiście, że pamiętam gnoja - warknął - powiesz, o co chodzi?
-Jas nie może się dowiedzieć, że o czymkolwiek ci powiedziałam, jasne?
-Jak słońce.
-On ją prześladuje. Nachodzi, wydzwania, pisze..  ja jestem daleko, więc nie mogę jej pomóc, ale ty jesteś na miejscu. Pilnuj jej, ale tak, żeby niczego się nie domyśliła. A jak będzie trzeba, zareaguj.
-Masz to jak w banku. Jak tylko go zobaczę, to obiję mu mordę, o to się nie martw. Dzięki za telefon.
-Musiałam zadzwonić.. po prostu się o nią martwię.
-Do zobaczenia jak wrócisz.
Rozłączył się, a ja w końcu na spokojnie mogłam zejść na śniadanie. W hotelowej restauracji dostrzegłam stolik, przy którym siedzieli moi rodzice i cała reszta. Dołączyłam do nich i zamówiłam swoje ulubione tosty z miodem. 

_____________________________________
MOI KOCHANII! Wstawiam Wam na razie tylko tyle rozdziału, ale spokojnie, bo reszta pojawi się już jutro ;) Przepraszam, ale się rozchorowałam i cały tczasydzień praktycznie śpię, jestem słaba i na niczym się nie potrafię skupić przez głupie bóle głowy .. :/
Także cała reszta jutro! Miłego czytania!
I jeszcze raz przepraszam, że tak wyszło ... :///